© cpt.Roman Micinski
_______________________________________________________________________
_______________________________________________________________________
Bedac na popoludniowym spacerku/inspekcji
pokladu statku, mijajacego wlasnie wyspy Zielonego Przyladka na Polnocnym
Atlantyku,nagle –kilka metrow przede mna, wyladowal ciezko,prawie nie uzywajac “podwozia”
I ze zwisem na prawe skrzydlo..duzy Gluptak..
Bosman
Filipinczyk, stojacy kilka metrow dalej-wycofal sie na z gory upatrzona
pozycje…kilkanascie metrow dalej..wiec nie mialem innego wyjscia, jak tylko
zajac sie ptakiem samemu..Czesto zdarzaja sie takie ladowania ptakow na
pokladzie plynacego statku-wyczerpane/chore ptaki znajduja na pokladzie
ostatnia szanse przed bezwladnym upadkiem do morza,niestety ta ostatnia szansa
w przypadku duzego ich odsetku-jest rzeczywiscie ostatnia chwila ich zycia. Ale
nie zawsze- czesto nawet niewielka pomoc,czasami tylko dzien, czy dwa
odpoczynku,troche slodkiej wody I odrobina jedzenia, rzeczywiscie ratuja im
zycie.
W tym konkretnym przypadku-chodzilo od
typowego ptaka morskiego, dla ktorego dlugie godziny, czy nawet dnie, spedzone
w ciaglym locie i w czesto olbrzymich odleglosciach od ladu,przy nieustannym
czyhaniu na ryby, ktore zaatakowane lotem pikujacym trafiaja do ich, nigdy nie
nasyconych zoladkow-to norma. Zmeczone – spia na powierzchni wody I tak
naprawde ladu potrzebuja, zeby zalozyc gniazdo I doczekac pierwszych lotow
potomstwa…po to, zeby znow wrocic nad ograniczone tylko horyzontem polacie Oceanu.Na
ladzie ich krotkie polaczone blona plawna lapy niosa je raczej niezdarnie i dopiero
utrudniony wysoka fala start do lotu z powierzchni Oceanu-pokazuje rzeczywista
wartosc tych pokracznych lap I naturalne przystosowanie do potrzeb.
No tak, ale jak mowilem ladowanie”mojego”
juz Gluptaka dalekie bylo od perfekcji, a chwile potem probujac juz poderwac
sie z pokladu-nie byl w stanie nie tylko rozprostowac skrzydel na cala szerokosc,
ale tez najwyraznie nogi nie byly w stanie uniesc ciezaru ciala.
Coz bylo robic-trzeba go bylo zlapac I
sprobowac mu pomoc.Istnieje wielkie niebezpieczenstwo przy zblizaniu sie do tej
wielkosci ptakow, ze w naturalnym odruchu obronnym ptaki te rania gleboko uderzeniami
dzioba ,ale tez majac dluga , gietka
szyje I ostry ,precyzyjnie uderzajcy
dziob -moga wybic oko. Wiec nie cwiczcie tutaj opisanego przypadku w
..domu I nawet jego okolicy ;o)).
GENOWEFA po awaryjnym ladowaniu i ”uwieziona” pod siatka
pierwszego wieczoru na statku.
Naprawde z wielka ostroznoscia i majac wielokrotnie podobne sytuacje ,a stad nabyte doswiadczenie,udalo mi sie rzeczonego gluptaka schwytac i..zaniesc na skrzydlo mostka, gdzie dla wlasnego bezpieczenstwa ..trafil pod siatke rozwieszona dobry metr na nim…Byl rzeczywiscie slaby,zestresowany i nawyrazniej niezdolny do dalszego lotu..wiecej -nie zainteresowal sie podsunieta woda ,a nawet szybko rozmrozona sadela(rodzaj wiekszej sardynki).
Dalem wiec mu spokoj I czas na ochloniecie I przyzwyczajenie
sie do nowego miejsca I sytuacji.Oficerowie wachtowi mieli tez przez noc
sprawdzac, czy nie dzieje mu sie krzywda ,czy przypadkiem nie zaplatal sie w
wiszaca nad nim siatke.Powiem szczerze ,ze liczylem, ze do rana bedzie w
lepszym stanie I spokojnie odleci.
Nawet spokojna noc na skrzydle mostka nie poprawila kondycji naszej GENI GLU-PTAKA…
Ale nasza GENOWEFA najwyrazniej do lotu sie nie nadawala, wydawalo sie nawet ze jest slabsza niz poprzedniego dnia.Majac
juz mimo dlugich rekawow kurtki I duzej ostroznosci, podziobane do krwi ,poranione
przez nia przedramiona,bedac jedynym z zalogi ktory sie do niej zblizal-udalo
mi sie, lekko ja do tego przymuszajac-doprowadzic do tego, ze polknela sardele,
ktora dostala wczoraj wieczor.
Mialem wiec juz pewnosc, ze glod nie jest
przyczyna jej oslabienia.niestety nie moglem bez pomocy drugiej osoby zbadac
naszej Genowefy dokladniej..ale czulem ze cos jest nie tak.
Dopiero kolo
poludnia udalo mi sie namowic mojego chiefa mechanika ,zeby pomogl mi
przytrzymac dziob Geni i dal mi tym sposobem szanse na blizsze jej zbadanie.Badanie skrzydel i innych uszkodzen ciala,
nic nie przynioslo-
dopiero na prawej nodze znalazlem przyczyne jej
problemow..rybacka zylke – ktora
probujac zerwac, bardzo mocno zacisnela sobie na nodze-odcinajac doplyw
krwi ...noga byla niestety na granicy martwicy..
Biedny ptak- cierpiac niesamowity bol,
stracil czucie w nodze, a ogolne stan jego tylko sie pogarszal.Odciecie zylki
najwyrazniej mu ulzylo w cierpieniu ale niestety po chwilowej uldze –nasz
Gluptak znow popadl w apatie,nie tknal wody I wygladalo ze jego chwile sa
naprawde policzone.
Trzeba bylo cos zrobic- obiegu krwi w nodze
nic juz nie blokowalo, wiec podejrzewajac ogolnoustrojowe zakarzenie-zdecydowalem
sie na 3 nastepne kroki- podalem jej ¼ najmniejszej dawki..aspiryny – wbrew zreszta opini konsultowanego przez satelite..ups! lekarza..,zaordynowalem masaze reczne i
..jaccuzi z naprzemiennie letniej i zimej wody na prawa, uszkodzona noge.
Genia zaakceptowala ta droge pojenia ja
woda,po poczatkowej niecheci-czujac ulge-sama ustawiala sie do wodnego
masazu—podsuwajac uszkodzona noge pod strumien wody.
Dopiero na 3-ci dzien –terapia aplikowana co 3-4
godziny przyniosla nareszcie efekty – mozna powiedziec, ze “usmiech” wrocil na
..dziob Geni.
W miedzyczasie losem Geni zostaly
zainteresowane osoby z ladu- najpierw lekarz rodzinny –znamienity …ginekolog, z
miasta stolecznego bylej stolicy Polski,ktory potwierdzil obrana terapie.Jako
plan B, w przypadku gdyby noga Geni bylaby nie do uratowania…kolezanki z biura
ladowego w Hamburgu rozpoczely poszukiwania i proces uzyskania zgody na “adopcje” niezdolnego
do samodzielnego zycia na wolnosci ptaka.
Ale okazalo sie nie bedzie takiej
potrzeby-regularne masaze , nawiazana wiez I chec wspolpracy ze strony
“pacjenta”- przyniosly efekty.Stan ogolny Geni –choc jeszcze ciagle niezdolnej
do samodzielnego zycia ,po 3 dniu terapi poprawial sie w sposob widoczny.Zaczela
juz nawet z nostalgia spogladac na horyzont, gdzie czekala ja upragniona
wolnosc..ciagle nieosiagalna ze wzgledu na brak sil..i najwazniejsze –przestala
walczyc ze mna swoim ostrym dziobem..wiec moje “porysowane” rece tez zaczely
sie zaleczac;o))
Widzac skutecznosc terapi- zatrzymalem
jednym e-mailem, wysilki zmierzajace w kierunku ewentualnej adopcji kalekiej
GENI GLUPTAK..na co otrzymalem wyrazona zbiorowo przez panie z Biura
Armatora..chec poddania sie podobnej rewitalizacyjnej terapi aplikowanej przez
kapitana i..na statku ;o)). Nie moglem sie nie zgodzic- w koncu to Biuro
Wlasciciela statku ;o)) ,ale postawilem Paniom z biura kilka warunkow:
- trzeba wpierw udowodnic ze..potrafia LATAC..ups!
- AWARYJNIE-bez podwozia-jak pillot Wrona!-wyladowac
na statku- tuz kolo kapitanskich nog..
- NIE DZIOBAC !!!
- Polknac 4 duze surowe sardele - w ciagu pierwszych 3 dni!!! ;o))
i najwazniejsze – po tak intensywnej terapii , samodzielnie…
-ODLECIEC!!!…;o)
Dziwne, ale nie
mialem wiecej zapytan z Biura, w sprawie zapisu na terapie ;o))
A Genia G. - szybko nabierala sil - krotkie
przypomnienie sztuki latania( w lotnictwie nazywa sie to KTP-kontrola techniki
pilotarzu), proby przedstartowe-rozposcierania skrzydel, ostatnia SARDELA na
droge ,..pozegnalne zdiecia..i
GENIA WYSTARTOWALA..!!!! ;o))
Aha!Najwazniejsze - Genia
Gluptak obiecala wyslac pocztowke z pozdrowieniami z portu FUNCHAL na MADERZE-wyspy,
ktora wlasnie mijalismy ;o))
Kuzyni Geni
GLUPTAK .na romantycznej przechadzce-zdiecie z internetu…
© cpt.Roman Micinski
Autor duzej czesci zdiec- Ch/off- Michal
Gogolkiewicz- jako ze rece mialem zajete
i..pelne GENI ;o))
i..pelne GENI ;o))


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz